niedziela, 11 grudnia 2011

Rozdział 1.

                Nicole obudziła się o siódmej rano w swoim nowym łóżku. Przez okno przebijały się strumyki światła, a cały dom był przesiąknięty zapachem remontu. Tapeta w pokoju była zielona, podłoga z jasnego drewna, podobnie jak sufit i okna. Co do firanek, mama już zamówiła ‘’ limonową ze wzorkami’’, która podobno idealnie wygląda. Meble miałyby podobnego odcieniu co podłoga. Na razie jednak w miejscu komody były kartony, a w pokoju stały tylko lampa nocna i łóżko. Z początku Nicole pokój miała dzielić razem z bratem, który był od niej o 3 lata młodszy. Rodzeństwo jednak przekonało rodziców, że mają zupełny inny gust.
            Nicole była wysoka i wysportowana. We wcześniejszej szkole, często jeździła na zawody. Nigdy nie wygrała 1. miejsca, ale to i tak wystarczyło, by rodzice byli z niej dumni.
            Nicole usiadła na łóżku i przetarła swoje brązowe oczy. Poszła do łazienki, z której właśnie wychodziła jeszcze śpiący tata.
   - Jak tam się spało w nowym domu? – zapytał po czym szeroko ziewnął.
   - Hm… Wolę, żebyś zadał mi to pytanie innym razem. – odparła. Nie lubiła, kiedy pytały ją osoby o to, jak się czuje pierwszego dnia w nowym otoczeniu. Minęła tatę i zamknęła się w toalecie.
            Postanowiła na początku pójść pod prysznic. Po wysuszeniu swoich długich do ramion, prostych włosów, ruszyła do swojego pokoju, by poszukać w kartonie swoich ubrań. Tak jak zamierzała od tygodnia, założyła dżinsowe rurki, buty do kostek i niebieską tunikę.
            Gdy dopiero co zdążyła zejść na dół do kuchni, napotkała promienny uśmiech mamy.
   - Dzień dobry słonko! – powitała i dodała z pośpiechem: - Śniadanie gotowe! –
i podała przed nosem córki talerz z tostami.
   - Tak, mi też miło cię widzieć…
Od kiedy wynajęliśmy mieszkanie mama nie mogła ustać w miejscu.
   - Mamo, potrzebuję samochodu…
   - Tata ma dziś wolne, może da ci swój samochód. – mama wysapała i poszła szybkim krokiem do sypialni.
   - Tato…- Nicole popatrzyła na tatę błagalnym          wzrokiem. –Dasz mi może samochód?
   - Hm… - zamyślał się teatralnie. – dobra, ale za to zawozisz też Maxa do szkoły.
   - Ale tato…- zaczęła.
   - Masz dwie opcje: Albo zawozisz brata, albo idziesz pieszo.
            Z grymasem popatrzyłam na Maxa, a ten odpowiedział szerokim uśmiechem.
   - To jak…? – zapytał tata pochylając się nad kubkiem kawy.
   - Dobra, Max radzę ci być przygotowanym na czas. – prychnęła.
            Gdy tata wyszedł z kuchni, zostawiając na blacie kluczyki, Max usiadł mi naprzeciw i zapytał:
   - Jak myślisz, jak będzie w nowej szkole?
            To pytanie przygwoździło Nicole do krzesła. Wcześniej nie miała czasu na rozmyślanie, jak to będzie i czy zaakceptują ją w nowym miejscu.
   - Ee… Sama nie wiem… - powiedziała krótko po namyśle.
   - Mam nadzieję, że nie będzie dużego nacisku od samego początku szkoły – na te słowa dziewczyna uśmiechnęła się.’’ I to cały mój brat’’. Dobrze wiedziała, jak nie znosi prac domowych, kartkówek i egzaminów.
   - Nie przejmujesz się znajomymi?
   - Phi… Już ja dobrze wiem co robić, by mieć   z n a j o m o ś c i.
   - Tak jak rok temu? – Nick zachichotała. Przypomniało jej się, jak to jej braciszek próbował poderwać dziewczynę, a skończyło się tym , że o mało nie puściła na niego pawia.
   - Taaa…To i tak nie to samo, co było z Vanessą… - sam zaczął się śmiać, z dziewczyna ze śmiechu upuściła widelec i zakryła rękoma usta. Max próbował zainteresować sobą dziewczynę, Vanesse. Ukradkiem zabrał jej podręcznik od matematyki, a gdy już go szukała, zagrał bohatera i oddał jej. Gdy ta miała mu już dziękować, podszedł do nich jej chłopak ( o którym max nie miał zielonego pojęcia ) i oberwało mu się w szczękę.
W szpitalu dochodził do siebie przez trzy tygodnie i cały ten czas powtarzał ‘’ Jestem chory z miłości ‘’
   - Hm… W takim razie co to jest za sposób? – zapytała Nick jak skończyła się śmiać, choć pozostał jeszcze szeroki uśmiech.
   - Aa… To już moja tajemnica. – powiedział Max, a w jego oczach pojawiły się iskierki.
   - Jasne, lepiej już chodźmy. – wybełkotała odkładając talerz. Wzięła kluczyki oraz torbę i ruszyła w stronę czarnego fiata.

Później rozdziały będą coraz dłuższe, więc możliwe, że będę dodawać w częściach ;/ Jak zwykle na samym początku są same nudy :D Następny za tydzień :)

Olka-Fasolka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz