Taa, o to okładka książki by oOLAALOo :
Jeśli chcesz powiększyć, wystarczy, że na to klikniesz ; P
I jeszcze jedno:
jeśli chcecie, abym dodawała swoje rysunki, będę je dodawać co jakiś czas ;P mam ich kilka ( obecnie chyba 11 ).
jeśli są jakieś uwagi, proszę pisać na czacie lub w komentarzach :D
Życzę Wam jeszcze Szczęśliwego Nowego Roku ! : *
Olka-Fasolka
sobota, 31 grudnia 2011
Rozdział 3
Nicole zajęła drugą ławkę od strony drzwi, która na szczęście, była wolna. Klasa powoli napełniała się uczniami, i co chwilę ktoś odwracał wzrok w kierunku nowej dziewczyny.
- Hej! Jesteś nowa.
Dziewczyna odwróciła się. Siedział za mną chłopak z ciemnymi, postawionymi na żelu, włosami. Niezwykle ciemne oczy były zwrócone w jej stronę. Po chwili, chłopak zmusił się na cierpliwy uśmiech.
- Cześć. Jestem Nicole. – dziewczyna uśmiechnęła się i wyjęła rękę w jego stronę. On zamiast uścisnąć, ujął ją w swoją dłoń, delikatnie ją unosząc i ucałował.
- Wow… - powiedziała zawstydzona i zabrała rękę.
- Co? – zapytał unosząc brwi.
Nick bez słowa odwróciła się i wolała już nigdy nie wracać do tego tematu. PO chwili zdała se sprawę, że on nawet się nie przedstawił. Postanowiła dobrze nasłuchiwać głosu nauczyciela.
Emily, Ron, Carol, Jessica, Daisy…
- Nicole Terry.
- Jestem.
- Dobrze, Tom Warner.
- Jestem – powiedział nowy ‘’ znajomy ‘’ z tyłu. ‘’ Tom… Fajne imię. ‘’ – pomyślała Nicole.
Całą lekcję profesor opowiadał dziewczynie, co będą omawiać przez cały rok. Biologia była cztery razy w tygodniu. Lekcja szybko się skończyła i gdy Nicole wkładała już książki usłyszała tylko:
- Miło było cię poznać.
Gdy Nick odwróciła się, za nią już nikogo nie było. Gdy już wyszła z Sali, od razu znalazła Viki.
- Uf… Jak dobrze cię widzieć.
- Nie bez powodu mówiłam ci, że ten cały Robinson to stary i wredny grzyb.
- Nie, nie o to chodzi… Poznałam chłopaka, który właśnie za mną siedzi.
- Hm… Może go znam? Jak ma na imię? – zapytała i wyjęła z torby cukierki. – Chcesz jeden? Może osłodzi ci trochę pierwszy dzień.
- Dzięki. Nazywa się Tom…W-…Walter, nie… Warner!
- Nie znam takiego. – powiedziała i popatrzyła towarzyszce prosto w oczy. Wyglądała, jakby się trochę zmartwiła. – Dobra, co teraz masz?
- Hm… Chemię.
- Miło mi. – uśmiechnęła się. – Ja też.
- Mogę z tobą usiąść? – Nicole miała dość już incydentów jak na poprzedniej lekcji.
- Pewnie, a co do chemii… - wyjęła z torby żelki. Uśmiechnęły się i chwilę później zaczęły już chichotać.
- Viki, masz rodzeństwo?
- Dwóch braci, Jacoba i Daniela. – popatrzyła. – A ty?
- Jednego brata, Maxa. Są starsi, czy młodsi?
- Nick, czy ty zamierzasz chodzić z bratem swojej znajomej? – przyglądała się z rozbawieniem.
- NIE! – wytrzeszczyła oczy na koleżankę. – Pytam się, bo jestem ciekawa.
- Oboje są starsi, ale i tak jestem od nich… lepsza.
Nicole raczej nie zrozumiała, ale postanowiła się o to nie pytać.
- Cóż, Max jest ode mnie o 3 lata młodszy.
- Jacob ma 23, a Daniel 21.
Zapadła cisza, więc ruszyły wolno w stronę Sali nr 43.
- Viktoria, to gdzie t y mieszkasz?
Dziewczyna popatrzyła na towarzyszkę
- W sumie, to dwie przecznice dalej od ciebie. Będę mogła do ciebie wpaść?
- Ale, że niby kiedy?
- Nie wiem, może dzisiaj?
- Ale u mnie jest remont.
- To co?
- Ee… Mój pokój to na razie kartony, łóżko i lampa.
- Nie rozumiem, co w tym złego?
Tak naprawdę, Nicole nie miała już innych argumentów. Przygryzła dolną wargę i powiedziała po namyśle:
- Dobrze, lecz pogadamy o tym w przyszłym tygodniu
I weszły do Sali.
Przepraszam, że nie publikowałam go tydzień temu, ale w Święta, cóż, miałam co innego do roboty : D Zaraz publikuję również zdjęcie okładki książki . :)
Olka-Fasolka
sobota, 17 grudnia 2011
Rozdział 2 :)
- Trzymaj się. – powiedziała i objęła brata ramieniem.
- Dzięki. Może nie będzie ze mną aż tak źle. – uśmiechną się na pożegnanie i wyszedł z auta.
Była dopiero ósma czterdzieści trzy, więc dziewczyna mogła trochę rozejrzeć się po okolicy.
Całe to Noric, to nie wyglądało na miasteczko. To było raczej małe miasto. Znajdowały się tu cztery szkoły. Dwie z nich były publiczne, druga połowa stanowiły prywatne. Można je było poznać po białym murze, otaczającym budynek. Wcześniej Nicole i jej rodzina mieszkała na wsi, a tata bał się, że będzie tu głośno i będą korki. Ale tu było zupełnie inaczej, a zwłaszcza w tym czasie, gdy drzewa miały piękne płomienne barwy. Co prawda, dziewczyna bardziej lubiła wiosnę, ale to miejsce wydawało się teraz… niesamowite.
Gdy Nicole zaparkowała już samochód na parkingu szkoły Knowledge Infinite’s, miała chwilę na rozejrzenie się po uczniach. Większość wyglądała normalnie, ale były też grupy. Emo, metalika, sportowcy, ‘’Barbie’’ itp. Nick oparła się o maskę fiata i zaczęła się przyglądać nowemu planu lekcji.
- Hej.
Nicole podskoczyła i podniosła wzrok.
Kocimi oczami patrzyła na nią dziewczyna o brązowych, kręconych włosach. Zatrzepotała długimi rzęsami podkreślonymi maskarą i kredką do oczu. Miała piękne i duże usta. Trzeba było te przyznać, że ma fajną figurę, choć nie była chuda.
- Cześć. – powiedziała Nick zakłopotana.
- Hm… Jesteś tu nowa. – powiedziała patrząc na mnie ostrożnie.
- Em…Tak, jestem Nicole. – ‘’ Tapeciara. ‘’ pomyślała
- Viktoria, czemu nie jesteś od początku roku? – ‘’ no tak, minęła połowa września ‘’.
- Przeprowadziłam się niedawno, musiałam pomóc rodzicom.
Viktoria patrzyła przez moment na nową i , ku jej zdziwieniu, uśmiechnęła się.
- Aha. Hm… Gdzie mieszkasz?
- Obok tego małego cmentarza.
- Na Misty?
- Tak
- I nie boisz się? – zapytała z ciekawością w oczach.
- A-ale czego ?
- No… K l ą t w y… - powiedziała z pewną tajemniczością. Po spostrzeżeniu, że Nicole nic o tym nie wiadomo, co było widać po jej wyrazie twarzy, przysunęła się bliżej i odparła cicho: - Zawsze o jedenastej wieczorem, na cmentarzu, pojawia się duch starca.
- I co on niby robi? – zapytała Nick.
- Potrafi odpowiedzieć ci na… większość pytań, które kryjesz głęboko w sercu. – i od razu wtrąciła swoje dwa słowa: - właśnie nie wiem, czemu mówią, że to klątwa…
Pewnie, jakby Nicole usłyszała to od Maxa czy jej wcześniejszych koleżanek, pewnie by to wyśmiała, ale z ust Viktorii, brzmiało to sensownie.
- Viktoria, a ty wierzysz w to?
- Proszę, mów Viki. A co do tematu, to sama nie wiem, słyszałam różne pogłoski.
Nagle zadzwonił dzwonek i dziewczyny w tym samym czasie odepchnęły się od maski.
- Jaką masz lekcję? – zapytała Viki.
- Biologię.
- No, wiedz, że facet od Biologii na samym początku przesadzał uczniów. Nie lubię typka. Ten to zawsze mnie weźmie do odpowiedzi, kiedy nic nie umiem. Choć, zaprowadzę cię.
- Dzięki. – i Nicole ruszyła za nową znajomą.
Niahahah ! Moje czytelniczki normalnie się nie cierpliwą, niestety, nie mogę nic na to poradzić, że tak wolno idzie mi pisanie :D Jeśli jest jakiś problem proszę zgłaszać to na MSP. Jeżeli nie masz konta, lub nawet nie masz pojęcia co to jest, to proszę to głosić do osoby, która może mi o tym powiedzieć w jakiś sposób :D
Olka-Fasolka.
niedziela, 11 grudnia 2011
Rozdział 1.
Nicole obudziła się o siódmej rano w swoim nowym łóżku. Przez okno przebijały się strumyki światła, a cały dom był przesiąknięty zapachem remontu. Tapeta w pokoju była zielona, podłoga z jasnego drewna, podobnie jak sufit i okna. Co do firanek, mama już zamówiła ‘’ limonową ze wzorkami’’, która podobno idealnie wygląda. Meble miałyby podobnego odcieniu co podłoga. Na razie jednak w miejscu komody były kartony, a w pokoju stały tylko lampa nocna i łóżko. Z początku Nicole pokój miała dzielić razem z bratem, który był od niej o 3 lata młodszy. Rodzeństwo jednak przekonało rodziców, że mają zupełny inny gust.
Nicole była wysoka i wysportowana. We wcześniejszej szkole, często jeździła na zawody. Nigdy nie wygrała 1. miejsca, ale to i tak wystarczyło, by rodzice byli z niej dumni.
Nicole usiadła na łóżku i przetarła swoje brązowe oczy. Poszła do łazienki, z której właśnie wychodziła jeszcze śpiący tata.
- Jak tam się spało w nowym domu? – zapytał po czym szeroko ziewnął.
- Hm… Wolę, żebyś zadał mi to pytanie innym razem. – odparła. Nie lubiła, kiedy pytały ją osoby o to, jak się czuje pierwszego dnia w nowym otoczeniu. Minęła tatę i zamknęła się w toalecie.
Postanowiła na początku pójść pod prysznic. Po wysuszeniu swoich długich do ramion, prostych włosów, ruszyła do swojego pokoju, by poszukać w kartonie swoich ubrań. Tak jak zamierzała od tygodnia, założyła dżinsowe rurki, buty do kostek i niebieską tunikę.
Gdy dopiero co zdążyła zejść na dół do kuchni, napotkała promienny uśmiech mamy.
- Dzień dobry słonko! – powitała i dodała z pośpiechem: - Śniadanie gotowe! –
i podała przed nosem córki talerz z tostami.
- Tak, mi też miło cię widzieć…
Od kiedy wynajęliśmy mieszkanie mama nie mogła ustać w miejscu.
- Mamo, potrzebuję samochodu…
- Tata ma dziś wolne, może da ci swój samochód. – mama wysapała i poszła szybkim krokiem do sypialni.
- Tato…- Nicole popatrzyła na tatę błagalnym wzrokiem. –Dasz mi może samochód?
- Hm… - zamyślał się teatralnie. – dobra, ale za to zawozisz też Maxa do szkoły.
- Ale tato…- zaczęła.
- Masz dwie opcje: Albo zawozisz brata, albo idziesz pieszo.
Z grymasem popatrzyłam na Maxa, a ten odpowiedział szerokim uśmiechem.
- To jak…? – zapytał tata pochylając się nad kubkiem kawy.
- Dobra, Max radzę ci być przygotowanym na czas. – prychnęła.
Gdy tata wyszedł z kuchni, zostawiając na blacie kluczyki, Max usiadł mi naprzeciw i zapytał:
- Jak myślisz, jak będzie w nowej szkole?
To pytanie przygwoździło Nicole do krzesła. Wcześniej nie miała czasu na rozmyślanie, jak to będzie i czy zaakceptują ją w nowym miejscu.
- Ee… Sama nie wiem… - powiedziała krótko po namyśle.
- Mam nadzieję, że nie będzie dużego nacisku od samego początku szkoły – na te słowa dziewczyna uśmiechnęła się.’’ I to cały mój brat’’. Dobrze wiedziała, jak nie znosi prac domowych, kartkówek i egzaminów.
- Nie przejmujesz się znajomymi?
- Phi… Już ja dobrze wiem co robić, by mieć z n a j o m o ś c i.
- Tak jak rok temu? – Nick zachichotała. Przypomniało jej się, jak to jej braciszek próbował poderwać dziewczynę, a skończyło się tym , że o mało nie puściła na niego pawia.
- Taaa…To i tak nie to samo, co było z Vanessą… - sam zaczął się śmiać, z dziewczyna ze śmiechu upuściła widelec i zakryła rękoma usta. Max próbował zainteresować sobą dziewczynę, Vanesse. Ukradkiem zabrał jej podręcznik od matematyki, a gdy już go szukała, zagrał bohatera i oddał jej. Gdy ta miała mu już dziękować, podszedł do nich jej chłopak ( o którym max nie miał zielonego pojęcia ) i oberwało mu się w szczękę.
W szpitalu dochodził do siebie przez trzy tygodnie i cały ten czas powtarzał ‘’ Jestem chory z miłości ‘’
- Hm… W takim razie co to jest za sposób? – zapytała Nick jak skończyła się śmiać, choć pozostał jeszcze szeroki uśmiech.
- Aa… To już moja tajemnica. – powiedział Max, a w jego oczach pojawiły się iskierki.
- Jasne, lepiej już chodźmy. – wybełkotała odkładając talerz. Wzięła kluczyki oraz torbę i ruszyła w stronę czarnego fiata.
Później rozdziały będą coraz dłuższe, więc możliwe, że będę dodawać w częściach ;/ Jak zwykle na samym początku są same nudy :D Następny za tydzień :)
Olka-Fasolka
sobota, 10 grudnia 2011
Witam.
Witam. tak sobie pomyślałam, że może więcej osób chce poczytać sobie moją książkę. Jak już wiecie, jest to ''Brama''. Myślę, że publikować będę 1 rozdział na tydzień ( przynajmniej zdążę w pisaniu ; p ). Mogę też od czasu do czasu publikować różne cytaty . :) Nie zmuszam do tego nikogo, ja sama jestem molem książkowym i czytanie to dla mnie czysta przyjemność ;D. Nie długo powinnam opublikować notkę, jaką spotkać można z tyłu książki. Dziękuję.
Olka-Fasolka.
Olka-Fasolka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

