sobota, 31 grudnia 2011

Rozdział 3

            Nicole zajęła drugą ławkę od strony drzwi, która na szczęście, była wolna. Klasa powoli napełniała się uczniami, i co chwilę ktoś odwracał wzrok w kierunku nowej dziewczyny.
   - Hej! Jesteś nowa.
            Dziewczyna odwróciła się. Siedział za mną chłopak z ciemnymi, postawionymi na żelu, włosami. Niezwykle ciemne oczy były zwrócone w jej stronę. Po chwili, chłopak zmusił się na cierpliwy uśmiech.
   - Cześć. Jestem Nicole. – dziewczyna uśmiechnęła się i wyjęła rękę w jego stronę. On zamiast uścisnąć, ujął ją w swoją dłoń, delikatnie ją unosząc i ucałował.
   - Wow… - powiedziała zawstydzona i zabrała rękę.
   - Co? – zapytał unosząc brwi.
            Nick bez słowa odwróciła się i wolała już nigdy nie wracać do tego tematu. PO chwili zdała se sprawę, że on nawet się nie przedstawił. Postanowiła dobrze nasłuchiwać głosu nauczyciela.
            Emily, Ron, Carol, Jessica, Daisy…
   - Nicole Terry.
   - Jestem.
   - Dobrze, Tom Warner.
   - Jestem – powiedział nowy ‘’ znajomy ‘’ z tyłu. ‘’ Tom… Fajne imię. ‘’ – pomyślała Nicole.
            Całą lekcję profesor opowiadał dziewczynie, co będą omawiać przez cały rok. Biologia była cztery razy w tygodniu. Lekcja szybko się skończyła i gdy Nicole wkładała już książki usłyszała tylko:
   - Miło było cię poznać.
            Gdy Nick odwróciła się, za nią już nikogo nie było. Gdy już wyszła z Sali, od razu znalazła Viki.
   - Uf… Jak dobrze cię widzieć.
   - Nie bez powodu mówiłam ci, że ten cały Robinson to stary i wredny grzyb.
   - Nie, nie o to chodzi… Poznałam chłopaka, który właśnie za mną siedzi.
   - Hm… Może go znam? Jak ma na imię? – zapytała i wyjęła z torby cukierki. – Chcesz jeden? Może osłodzi ci trochę pierwszy dzień.
   - Dzięki. Nazywa się Tom…W-…Walter, nie… Warner!
   - Nie znam takiego. – powiedziała i popatrzyła towarzyszce prosto w oczy. Wyglądała, jakby się trochę zmartwiła. – Dobra, co teraz masz?
   - Hm… Chemię.
   - Miło mi. – uśmiechnęła się. – Ja też.
   - Mogę z tobą usiąść? – Nicole miała dość już incydentów jak na poprzedniej lekcji.
   - Pewnie, a co do chemii… - wyjęła z torby żelki. Uśmiechnęły się i chwilę później zaczęły już chichotać.
   - Viki, masz rodzeństwo?
   - Dwóch braci, Jacoba i Daniela. – popatrzyła. – A ty?
   - Jednego brata, Maxa. Są starsi, czy młodsi?
   - Nick, czy ty zamierzasz chodzić z bratem swojej znajomej? – przyglądała się z rozbawieniem.
   - NIE! – wytrzeszczyła oczy na koleżankę. – Pytam się, bo jestem ciekawa.
   - Oboje są starsi, ale i tak jestem od nich… lepsza.
Nicole raczej nie zrozumiała, ale postanowiła się o to nie pytać.
   - Cóż, Max jest ode mnie o 3 lata młodszy.
   - Jacob ma 23, a Daniel 21.
Zapadła cisza, więc ruszyły wolno w stronę Sali nr 43.
   - Viktoria, to gdzie  t y  mieszkasz?
Dziewczyna popatrzyła na towarzyszkę
   - W sumie, to dwie przecznice dalej od ciebie. Będę mogła do ciebie wpaść?
   - Ale, że niby kiedy?
   - Nie wiem, może dzisiaj?
   - Ale u mnie jest remont.
   - To co?
   - Ee… Mój pokój to na razie kartony, łóżko i lampa.
   - Nie rozumiem, co w tym złego?
Tak naprawdę, Nicole nie miała już innych argumentów. Przygryzła dolną wargę i powiedziała po namyśle:
   - Dobrze, lecz pogadamy o tym w przyszłym tygodniu
I weszły do Sali.
Przepraszam, że nie publikowałam go tydzień temu, ale w Święta, cóż, miałam co innego do roboty : D Zaraz publikuję również zdjęcie  okładki książki . :) 

Olka-Fasolka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz