- Wow… Skąd masz
samochód? – Nick była pod wrażeniem.
- Powiedzmy, że
pożyczyłam od kochanego brata, kim jest Jacob. – uśmiechnęła się figlarnie.
- Jak to ''
powiedzmy '' ? – Nicole nie lubiła nie przyjemnych sytuacji. Co jeśli później
jej brat będzie na nią zły?
- Phi… Ja
szczegółów nigdy nie ujawniam.
- OK.
- Mamy czas do
szóstej wieczorem, a jeśli się pośpieszymy, będziemy tam już za 15 minut.
Nicki skinęła głową i wsiadła powoli do auta.
- Jakiej muzyki
słuchasz? – zapytała Viktoria, gdy już zapięły pasy bezpieczeństwa.
- To zależy,
zazwyczaj słucham radia.
- Lubisz House?
- Może być. –
odparła Nicole, a Vikki włączyła radio, z którego natychmiast zaczęła brzmieć
muzyka.
Podróż była coraz trudniejsza do pokonania, bo ciągła deszcz
przesłaniał pole widzenia. Co chwilę błyskały światła innych samochodów, a nad
głowami szalały pioruny.
- Nie jest dobrze,
trafiłyśmy na niezła ulewę. – Vikki skomentowała.
- Tak, zdążyłam to
zauważyć. – Nick przełknęła ślinę.
- Zaraz będziemy na
miejscu.
Nicole spostrzegała już domy.
Po chwili
dziewczyny znajdowały się pod dużym budynkiem. W większości był on pomalowany
na różowo, a kolorowe lampki kojarzyły się z posypką do ciasta.
- Raju, przybywamy!
– pisnęła Vikki i popchnęła szklane drzwi.
W środku,
stoły były bardzo duże. Okrągłe, brązowe i na samym środku z naklejką logo. PO
chwili Nicole spostrzegła, że wszystko wydaj się okrągłe.
'' Tak musi wyglądać świat Vikki. '' – pomyślała Nick.
Zajęły swój
stolik przy ścianie. Nie było tłoczno, więc po chwili podeszła do nich
kelnerka. Spod jej krótkiej, różowej, sukieneczki wystawały czarne, grube
pończochy. Szczupłość jej łydek podkreślały wysokie obcasy. Bardzo prowokowała
swoim wyglądem.
- W czym mogę
pomóc? – powiedziała beznamiętnie. Widoczne było to, że równie dobrze mogłaby
robić teraz coś ciekawszego.
- Dwa cappuccino i
sześć pączków z białej polewie.
Gdy kelnerka bez jakiegokolwiek zapału poszła do kuchni,
Nick wydukała:
- Ja zjem co
najwyżej dwa pączki.
- Super, więcej dla
mnie. – odpowiedziała Viktoria i uśmiechnęła się szeroko.
Nicole uśmiechnęła się blado. Rozsiadła się wygodnie,
opierając ramiona o skórzane krzesła i prostując lekko nogi.
- Nie powiedziałaś
mi jeszcze co było dziś na Biologii. – Vikki mrugnęła porozumiewająco okiem.
- Tom musiał pomóc
mi w doświadczeniu. Chodziło o płazy.
- Ty go poprosiłaś
o pomoc?
- Nie, pan Robinson
kazał.
- Hm…. Czyli nic
pociągającego i romantycznego.
- Nie jest tak
źle.– Nicole wzruszyła ramionami. – On nie wydaje się taki zły.
- Czyli czujesz
miętę?
- Co? – Nicki
niezrozumiała i wybałuszyła oczy.
- No podoba ci się?
– uśmiechnęła się jak gangster.
- Nie, nie
chciałabym z nim być. N i g d y. Tylko znajomy.
- Zupełnie jak w
filmie. – Viktoria uśmiechnęła się drwiąco.
Gdy Nicole już miała zaprzeczać przeczucia koleżanki, do
cukierni weszła grupa licząca około 10 ludzi.
Byli to
mężczyźni w czarnej skórze, glanach, ciemnych dżinsach i okularach przeciwsłonecznych.
Większość z nich miała kruczoczarne włosy i wystające kości policzkowe. Byli
wysocy i umięśnieni. Wyglądało, jakby dużo ćwiczyli po to, by później
uczestniczyć w różnych walkach.
Po wyrazie
ich twarzy było widać, że nie mieli dobrych zamiarów. Zmierzali do stolika, po
drugiej stronie lokalu.
- Hm… wydaje mi
się, że lepiej będzie, jakbyśmy poszły gdzieś… indziej.
- Ta… Wynośmy się z
tąd, możemy pojechać do mnie.
To chyba najkrótszy rozdział jaki napisałam. Będę musiała się skupić, trzeba szybciej je pisać, ale moje lenistwo... Koszmar. Pewnie teraz będę zmęczona wszystkimi poprawkami w szkole, ale postaram się miec również czas na tą książkę. Miałam dziś świetny sen na temat tej książki, i myślę, że to dobry znak. ; )
oOLAALOo


