niedziela, 20 maja 2012

Rozdział 6.

            Pogoda nie była idealna. Co chwilę za oknem pojawiała się mżawka. Nicole postanowiła nałożyć zielony T-shirt, czarne rurki i granatowy sweterek. Czekając na Viktorię, oparła się o blat w kuchni. Wysłała mamie SMSa , że jedzie na pączki i będzie najpóźniej o dziewiętnastej. W prawdzie nie wiedziała, ile będą tak przesiadywać. Po około 10 minutach pod dom podjechał czarny mercedes.  Nicole poczuła ulgę, gdy po minucie wyszła z niego Vikki. Szybko nałożyła buty na koturnie, założyła płaszcz i wyszła na spotkanie.
   - Wow… Skąd masz samochód? – Nick była pod wrażeniem.
   - Powiedzmy, że pożyczyłam od kochanego brata, kim jest Jacob. – uśmiechnęła się figlarnie.
   - Jak to '' powiedzmy '' ? – Nicole nie lubiła nie przyjemnych sytuacji. Co jeśli później jej brat będzie na nią zły?
   - Phi… Ja szczegółów nigdy nie ujawniam.
   - OK.
   - Mamy czas do szóstej wieczorem, a jeśli się pośpieszymy, będziemy tam już za 15 minut.
Nicki skinęła głową i wsiadła powoli do auta.
   - Jakiej muzyki słuchasz? – zapytała Viktoria, gdy już zapięły pasy bezpieczeństwa.
   - To zależy, zazwyczaj słucham radia.
   - Lubisz House?
   - Może być. – odparła Nicole, a Vikki włączyła radio, z którego natychmiast zaczęła brzmieć muzyka.
Podróż była coraz trudniejsza do pokonania, bo ciągła deszcz przesłaniał pole widzenia. Co chwilę błyskały światła innych samochodów, a nad głowami szalały pioruny.
   - Nie jest dobrze, trafiłyśmy na niezła ulewę. – Vikki skomentowała.
   - Tak, zdążyłam to zauważyć. – Nick przełknęła ślinę.
   - Zaraz będziemy na miejscu.
Nicole spostrzegała już domy.
            Po chwili dziewczyny znajdowały się pod dużym budynkiem. W większości był on pomalowany na różowo, a kolorowe lampki kojarzyły się z posypką do ciasta.
   - Raju, przybywamy! – pisnęła Vikki i popchnęła szklane drzwi.
            W środku, stoły były bardzo duże. Okrągłe, brązowe i na samym środku z naklejką logo. PO chwili Nicole spostrzegła, że wszystko wydaj się okrągłe.
'' Tak musi wyglądać świat Vikki. '' – pomyślała Nick.
            Zajęły swój stolik przy ścianie. Nie było tłoczno, więc po chwili podeszła do nich kelnerka. Spod jej krótkiej, różowej, sukieneczki wystawały czarne, grube pończochy. Szczupłość jej łydek podkreślały wysokie obcasy. Bardzo prowokowała swoim wyglądem.
   - W czym mogę pomóc? – powiedziała beznamiętnie. Widoczne było to, że równie dobrze mogłaby robić teraz coś ciekawszego.
   - Dwa cappuccino i sześć pączków z białej polewie.
Gdy kelnerka bez jakiegokolwiek zapału poszła do kuchni, Nick wydukała:
   - Ja zjem co najwyżej dwa pączki.
   - Super, więcej dla mnie. – odpowiedziała Viktoria i uśmiechnęła się szeroko.
Nicole uśmiechnęła się blado. Rozsiadła się wygodnie, opierając ramiona o skórzane krzesła i prostując lekko nogi.
   - Nie powiedziałaś mi jeszcze co było dziś na Biologii. – Vikki mrugnęła porozumiewająco okiem.
   - Tom musiał pomóc mi w doświadczeniu. Chodziło o płazy.
   - Ty go poprosiłaś o pomoc?
   - Nie, pan Robinson kazał.
   - Hm…. Czyli nic pociągającego i romantycznego.
   - Nie jest tak źle.– Nicole wzruszyła ramionami. – On nie wydaje się taki zły.
   - Czyli czujesz miętę?
   - Co? – Nicki niezrozumiała i wybałuszyła oczy.
   - No podoba ci się? – uśmiechnęła się jak gangster.
   - Nie, nie chciałabym z nim być. N i g d y. Tylko znajomy.
   - Zupełnie jak w filmie. – Viktoria uśmiechnęła się drwiąco.
Gdy Nicole już miała zaprzeczać przeczucia koleżanki, do cukierni weszła grupa licząca około 10 ludzi.
            Byli to mężczyźni w czarnej skórze, glanach, ciemnych dżinsach i okularach przeciwsłonecznych. Większość z nich miała kruczoczarne włosy i wystające kości policzkowe. Byli wysocy i umięśnieni. Wyglądało, jakby dużo ćwiczyli po to, by później uczestniczyć w różnych walkach.
            Po wyrazie ich twarzy było widać, że nie mieli dobrych zamiarów. Zmierzali do stolika, po drugiej stronie lokalu.
   - Hm… wydaje mi się, że lepiej będzie, jakbyśmy poszły gdzieś… indziej.
   - Ta… Wynośmy się z tąd, możemy pojechać do mnie.

To chyba najkrótszy rozdział jaki napisałam. Będę musiała się skupić, trzeba szybciej je pisać, ale moje lenistwo... Koszmar. Pewnie teraz będę zmęczona wszystkimi poprawkami w szkole, ale postaram się miec również czas na tą książkę. Miałam dziś świetny sen na temat tej książki, i myślę, że to dobry znak. ; ) 

oOLAALOo

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rozdział 5.

   - Twoja znajoma w ciekawy sposób poznaje nowe osoby. – Nicole usłyszała za sobą głos na lekcji biologii.
   - Jest fajna, lubię ją.
   - Przyznaj, że tobie też zadawała takie pytania.
   - Może i tak – powiedziała powoli – Ale mi to nie przeszkadza.
Gdy chłopak zaśmiał się, Nick zapytała:
   - Hm… Coś się nie podoba.
   - Nie z tego się śmieję… Nadal nie mogę uwierzyć, że mieszkasz tak blisko mnie.
   - Cisza! – powitał uczniów Pan Robinson.
Gdy zadał już temat i ćwiczenia, cichym krokiem ruszył w stronę drugiej ławki od strony drzwi. Dziewczynę ogarnął delikatny dreszcz. '' To pewnie ze zdenerwowania '' – pomyślała.
   - A ty Nicole przeczytaj dwa pierwsze tematy, musisz w końcu jakoś nadrobić ten czas. Każdy uczeń ma już trzy oceny, a ty ani jednej. Postaraj się zrobić to doświadczenie – pokazał grubym paluchem na zadanie. Nicole zakryła sobie usta ręką. Musiała określić gatunki różnych żab i ich płeć. Nie lubiła eksperymentów na zwierzętach.
   - Proszę pana… - zaczęła zniesmaczona Nick.
Nauczyciel jednak zlekceważył ją i spojrzał jej z nad ramienia.
   - Tom, może ty chcesz pomóc przyjaciółce?
   - Co najwyżej znajomej… - wtrąciła urażona Nicole i zmrużyła oczy.
   - Mogę pomóc, ale co mamy robić? – zapytał Tom.
   - Niech twoja  z n a j o m a  ci powie.
Pan Robinson był najwyraźniej tym wszystkim rozbawiony.
   - Za chwilę przyniosę sprzęt.
 Dziewczyna z poirytowaniem przesunęła krzesło na tyle, by mógł się dosiąść jej pomocnik.
   - Aż tak mnie nie lubisz?
   - Nie potrzebuję twojej pomocy. – spojrzała na tabliczki, w których znajdowały się płazy.
   - Widzę, że wolałabyś zakopać się teraz pod ziemię. – uśmiechnął się delikatnie.
   - Nienawidzę go. – Nicole wskazała na nauczyciela, a Tom parsknął cichym śmiechem.
   - Nikt za nim nie przepada.
Gdy nauczyciel zerknął na nich ukradkiem, Nick zabrała się do pracy. Jak spojrzała na trzecią tabliczkę, zamknęła oczy i zakryła twarz w dłoni.
   - Co się stało? – Zapytał zdziwiony towarzysz.
   - Nawet nie muszę nic robić, by określić tą żabę. To samiec Drzewołaza Niebieskiego. – i podała mu tabliczkę.
   - Co w tym dziwnego?
   - Nie dziwne, ale na jego grzbiecie są widoczne jaja. Drzewołazy są niebezpieczne, ale i chronione. Z tych jaj mogły się wylęgnąć kijanki.
   - Uczyłaś się kiedyś o płazach?
   - Nie. Takie rzeczy dowiadywałam się, z nudów szukając jakichś ciekawych informacji na temat zwierząt.
   - Dobra, w takim razie chyba skończyliśmy. Ja zaniosę te tabliczki, a ty przeczytaj w całości tematy.
Nicole otworzyła książkę, ale i tak musiała widzieć reakcję nauczyciela. Pan Robinson z sztucznym niedowierzaniem, ponieważ dziewczyna widziała, że do chwilę na nich zerka, przyjął doświadczenie i poszedł na moment na zaplecze, a Tom wrócił na miejsce. Nauczyciel jednak nie zamierzał dać za wygraną i podszedł jeszcze do Toma:
   - Tom, teraz ty rób zadanie, które zadałem klasy, a ty… - zwrócił się do Nick. – Zauważyłem, że dobrze się orientujesz się ze zwierzętami, więc jutro będą kolejne dwa tematy.
   - Hm… czy ja mogę się już spakować?
   - Tak, ale masz być cicho.
Gdy nauczyciel wrócił na swoje miejsce, Nicole zwróciła się do Toma:
   - Co wy teraz robicie?
   - Budowy komórek.
Dziewczyna zerknęła na ćwiczenie. Rzeczywiście obrazki były podobne do komórek. Co prawda, były one już bardziej rozbudowanie, lecz Nicole nade wszystko lubiła te tematy.
   - Dobrze, proszę się spakować i czekać w ciszy i spokoju na dzwonek. – pan Robinson powiedział grupie.
   - Jak się cieszę, że to koniec. – szepnęła Nick. – Super, że nie będzie jutro biologii.

                 *****

   - Świetnie, co zamierzasz teraz robić?
Nicole i Vikki siedziały teraz na frontowych schodach szkoły.
   - Sama nie wiem, może będę uprawiać jogging.
   - Jogging to mój wróg. – powiedziała spokojnie i poklepała się po brzuchu. – Mam ochotę na donaty z polewą, a ty?
   - Vikki… Ty głodomorze. – uśmiechnęła się Nick do znajomej.
   - No właśnie, a ty zamierzasz biegać po Noric.
   - Ach, dziewczyno, ciebie nigdy nie można namówić.
   - Dobrze, że chociaż  j a  mogę namówić ciebie.
   - Hmm… Dobra, to gdzie pójdziemy?
   - A gdzie wolisz: Eugene czy Portland?
Nick wybałuszyła na nią oczy.
   - Co? – znajoma wzruszyła ramionami.
   - Chcesz jechać tak daleko tylko po pączki!?
   - To około 40 mil. Nic wielkiego.
   - Yyy… Myślałam, że zajdziemy gdzieś bliżej.
   - Nic z tego. W Eugene jestem stałym klientem. – zachichotała Vikki.
   - Sama nie wiem…
Nicole nie była przyzwyczajona wyjeżdżać nigdzie poza miejscowość, w której mieszkała. Gdyby rodzice przyłapali ją na tym, że wyjechała, miałaby przechlapane.
   - Oj, no proszę… - zatrzepotała prosząco rzęsami.
   - Ale musiałabym jeszcze zajść do domu.
   - Wiem ja też. A no właśnie, zauważyłam, że dziś jesteś pieszo.
   - Czasem wolę świeże powietrze od komfortu.
   - Rozumiem… To jak się umawiamy?
   - Jak wrócę do domu, odświeżę się i za około godzinę będziesz mogła przyjechać.
   - Umowa stoi.

Jej, już dawno mnie nie było. ; D Już sama nie wiem co mam pisac, okryłam się pewną hańbą. Chyba już nie jestem sobą...


oOLAALOo

czwartek, 2 lutego 2012

Rozdział 4.

            Po lekcjach, dziewczyny wyszły z budynku i oparły się o maskę czarnego auta.
   - Dobra, więc jak on wygląda? – zapytała leniwie Viki.
   - Ale kto?
   - No ten Tom. – powiedziała spokojnie, ale Nicole on tego imienia przechodziły teraz ciarki. – Chętnie go poznam.
   - Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł…
   - Nie wygłupiaj się. – a gdy zapadła cisza, Viktoria dodała – No, czekam…
   - Ygh, i tak wiem, że nie wygram z twoją ciekawością. Jesteś strasznie uparta.
Viki tylko szeroko się uśmiechnęła.
   - Hm…Ciemne włosy, ciemne oczy i ciemne ubranie.
   - Ta… To ja będę go wypatrywać, a ty zastanów się nad przymiotnikami.
   - No co!? – prychnęła Nicole i zaczęła bazgrzeć w zeszycie.
Po około dwóch minutach usłyszała:
   - Hey Nick, to przypadkiem nie ten co właśnie wychodzi.
Nicole podniosła szybko głowę. W drzwiach, wolnym krokiem, szedł Tom. Gdy towarzyszka nie odpowiedziała, Viktoria krzyknęła:
   - Ej, Tom!
Nicole wymierzyła koleżankę chłodnym spojrzeniem.
   - Coś się stało? – powiedział ostrożnie.
Zwracał się do Nick.
   - Chcę… żebyś poznał moją znajomą, Viki.
   - Siemka.
   - Cześć. – uścisnęli sobie dłonie.
   - Gdzie mieszkasz?
'' Zaczyna się.'' – pomyślała Nick, która jednak nie chciała się wtrącać.
   - Na Misty.
Obydwie dziewczyny wybałuszyły na niego oczy.
   - Co?
   - Jaki numer?
   - 71…
   - Cztery domy ode mnie. – powiedziała Nicole bez wyrazu.
Teraz i on wytrzeszczał oczy.
   - Naprawdę?
Nick skinęła powoli głową.
   - Em… Ja tu nadal jestem. – Viki zmrużyła oczy.
   - Dobra, coś jeszcze chcecie? – zapytał Tom.
   - Masz samochód? – Viktoria wyprzedziła Nicole.
Nick popatrzyła na znajomą, a z jej oczu można było wyczytać '' Co ty wyprawiasz!? ''. W odpowiedzi, dziewczyna uśmiechnęła się.
   - Nie, dam radę pieszo.- powiedział chłopak, który najwyraźniej nie zauważył incydentu.
   - Możemy cię podwieść. – Viki nie zamierzała dać mu za wygraną.
   - Sorry, ale mam coś jeszcze do załatwienia. – I uśmiechnął się w geście pożegnania.
Gdy już się oddalił na tyle, by nie słyszeć dziewczyn, Viktoria powiedziała:
   - Phi… Myślałam, że będzie o wiele gorzej.
   - Jak to?
   - No wiesz, że będzie małomówny, zupełnie tajemniczy, brzydki…
   - Co sugerujesz? – Nicole już dobrze wiedziała, że Viki coś sobie przemyślała.
   - Przecież widzę, że nie miałaś jeszcze chłopaka. – powiedziała spokojnie, lecz widać było, że w duchu cicho chichocze.
   - Viktoria, ja nie szukam sobie chłopaka.
   - Dobra, zapomnij. Podwieziesz mnie? – spytała.
   - A ty nie masz swojego?
   - Jakbym miała, to pewnie nie byłoby teraz tej rozmowy. – rzekła Viki. ''Ma rację'' – pomyślała jej towarzyszka. – To jak? Podwieziesz mnie?
   - Dobra, ale wiedz, że musimy zajechać też po Maxa.
   - Spoko. – dziewczyny zerwały się i zajęły swoje miejsca w aucie.
Droga była cicha, i –na szczęście- krótka. Max czekał już na podjeździe.
   - Cześć. – przywitał się, z niechęcią siadając z tyłu.
   - Siema, jestem Viktoria. – odwróciła się. – I wiem, że ty jesteś Max.
   - Ta…
Nastąpiła nieprzyjemna cisza.
   - Więc, jak tam w szkole? – zapytała Nick, która chciała zmienić temat.
   - Super. Byłem już nawet odpytywany.
   - Na jaki temat?
   - Starożytna Grecja.
   - I jak poszło?
   - Z początku była łatwizna, ale następny pytanie, wydawały się jak z kosmosu.
   - I w sumie dostałeś…?
   - 4. Później jakiś koleś obok powiedział, że i tak mi odpuściła – wzruszył ramionami.
   - No to całkiem nieźle. Czyli, jak widać, masz też znajomych.
   - Prawda, i są całkiem fajni i ciekawi. – uśmiechnął się. – I wiesz, widziałem taką dziewczynę…
   - O nie! Znowu! – zaśmiała się Nicole.
   - A co, dostałeś już kosza od dziewczyny? – zwróciła się do Maxa Viki, która też zachichotała.
   - Żeby tylko raz! – zarumienił się. – A co do dziewczyny, to jednak więcej ona na mnie spogląda, niż ja na nią. – dodał dumny.
   - No proszę. W tej nowej szkole jesteś najwyraźniej  uważany za przystojniaka. Dobrze, że mnie o się nie tyczy. – zażartowała.
   - Ty mi się też nie podobasz. – zagrał obrażonego.
   - Nie jestem zła. – uśmiechnęła się.
Po tej rozmowie, Nicole zapytała się w końcu:
   - Dobrze Viki, więc gdzie mam się zatrzymać? Tutaj może być?
   - Jasne. – zaczęła odpinać pas bezpieczeństwa. – Dzięki.
   - Miło było – powiedział rozpromieniony Max.
   - Mi też. Do zobaczenia jutro, Nicole!
   - Cześć!
Gdy drzwi zamknęły się, dziewczyna powoli nacisnęła pedał gazu.
   - Widzę, moja droga siostro, że ty też masz już znajomą.
   - I całe szczęście, że od samego początku się z nią spotkałam.

Dziękuję za cierpliwość : P Mój '' Paczator '' jest taki wolny, że już mi samej nie chce się czekać. Jeśli wystąpił jakiś błąd, to proszę mi go szybko podać : P 
To wszystko, dziękuję oOLAALOo

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Oszustwo.

W związku z tym, że nie mogę opublikować 4 rozdziału, chcę wpisać tu dwa pasujące dla mnie cytaty :D
'' Kiedyś miałam przyjaciół, ale mnie opuścili, zostawili. 
Tak skończyło się moje pierwsze życie. 
To jest drugie, myślę, że już lepsze,
to nie jest złudzenie, to nie ślepy zaułek,
To jest moja  s z a n s a. '' - Viktoria Slate.




'' Uważasz, że jestem idealna?
To nie wiesz, że idealni cierpią. '' - Nicole Terry.




Uważam, te cytaty za moje ukochane. Naprawdę nie wiem, kiedy może pojawić się 4 rozdział, ale nadal czekam na mojego '' paczatora '' , który przegląda te moje rozdziały. ; P 


oOLAALOo

sobota, 31 grudnia 2011

:D

Taa, o to okładka książki by oOLAALOo : 
Jeśli chcesz powiększyć, wystarczy, że na to klikniesz ; P 


I jeszcze jedno:
jeśli chcecie, abym dodawała swoje rysunki, będę je dodawać co jakiś czas ;P mam ich kilka (  obecnie chyba 11 ). 
jeśli są jakieś uwagi, proszę pisać na czacie lub w komentarzach :D


Życzę Wam jeszcze Szczęśliwego Nowego Roku ! : *






Olka-Fasolka

Rozdział 3

            Nicole zajęła drugą ławkę od strony drzwi, która na szczęście, była wolna. Klasa powoli napełniała się uczniami, i co chwilę ktoś odwracał wzrok w kierunku nowej dziewczyny.
   - Hej! Jesteś nowa.
            Dziewczyna odwróciła się. Siedział za mną chłopak z ciemnymi, postawionymi na żelu, włosami. Niezwykle ciemne oczy były zwrócone w jej stronę. Po chwili, chłopak zmusił się na cierpliwy uśmiech.
   - Cześć. Jestem Nicole. – dziewczyna uśmiechnęła się i wyjęła rękę w jego stronę. On zamiast uścisnąć, ujął ją w swoją dłoń, delikatnie ją unosząc i ucałował.
   - Wow… - powiedziała zawstydzona i zabrała rękę.
   - Co? – zapytał unosząc brwi.
            Nick bez słowa odwróciła się i wolała już nigdy nie wracać do tego tematu. PO chwili zdała se sprawę, że on nawet się nie przedstawił. Postanowiła dobrze nasłuchiwać głosu nauczyciela.
            Emily, Ron, Carol, Jessica, Daisy…
   - Nicole Terry.
   - Jestem.
   - Dobrze, Tom Warner.
   - Jestem – powiedział nowy ‘’ znajomy ‘’ z tyłu. ‘’ Tom… Fajne imię. ‘’ – pomyślała Nicole.
            Całą lekcję profesor opowiadał dziewczynie, co będą omawiać przez cały rok. Biologia była cztery razy w tygodniu. Lekcja szybko się skończyła i gdy Nicole wkładała już książki usłyszała tylko:
   - Miło było cię poznać.
            Gdy Nick odwróciła się, za nią już nikogo nie było. Gdy już wyszła z Sali, od razu znalazła Viki.
   - Uf… Jak dobrze cię widzieć.
   - Nie bez powodu mówiłam ci, że ten cały Robinson to stary i wredny grzyb.
   - Nie, nie o to chodzi… Poznałam chłopaka, który właśnie za mną siedzi.
   - Hm… Może go znam? Jak ma na imię? – zapytała i wyjęła z torby cukierki. – Chcesz jeden? Może osłodzi ci trochę pierwszy dzień.
   - Dzięki. Nazywa się Tom…W-…Walter, nie… Warner!
   - Nie znam takiego. – powiedziała i popatrzyła towarzyszce prosto w oczy. Wyglądała, jakby się trochę zmartwiła. – Dobra, co teraz masz?
   - Hm… Chemię.
   - Miło mi. – uśmiechnęła się. – Ja też.
   - Mogę z tobą usiąść? – Nicole miała dość już incydentów jak na poprzedniej lekcji.
   - Pewnie, a co do chemii… - wyjęła z torby żelki. Uśmiechnęły się i chwilę później zaczęły już chichotać.
   - Viki, masz rodzeństwo?
   - Dwóch braci, Jacoba i Daniela. – popatrzyła. – A ty?
   - Jednego brata, Maxa. Są starsi, czy młodsi?
   - Nick, czy ty zamierzasz chodzić z bratem swojej znajomej? – przyglądała się z rozbawieniem.
   - NIE! – wytrzeszczyła oczy na koleżankę. – Pytam się, bo jestem ciekawa.
   - Oboje są starsi, ale i tak jestem od nich… lepsza.
Nicole raczej nie zrozumiała, ale postanowiła się o to nie pytać.
   - Cóż, Max jest ode mnie o 3 lata młodszy.
   - Jacob ma 23, a Daniel 21.
Zapadła cisza, więc ruszyły wolno w stronę Sali nr 43.
   - Viktoria, to gdzie  t y  mieszkasz?
Dziewczyna popatrzyła na towarzyszkę
   - W sumie, to dwie przecznice dalej od ciebie. Będę mogła do ciebie wpaść?
   - Ale, że niby kiedy?
   - Nie wiem, może dzisiaj?
   - Ale u mnie jest remont.
   - To co?
   - Ee… Mój pokój to na razie kartony, łóżko i lampa.
   - Nie rozumiem, co w tym złego?
Tak naprawdę, Nicole nie miała już innych argumentów. Przygryzła dolną wargę i powiedziała po namyśle:
   - Dobrze, lecz pogadamy o tym w przyszłym tygodniu
I weszły do Sali.
Przepraszam, że nie publikowałam go tydzień temu, ale w Święta, cóż, miałam co innego do roboty : D Zaraz publikuję również zdjęcie  okładki książki . :) 

Olka-Fasolka

sobota, 17 grudnia 2011

Rozdział 2 :)

   - Trzymaj się. – powiedziała i objęła brata ramieniem.
   - Dzięki. Może nie będzie ze mną aż tak źle. – uśmiechną się na pożegnanie i wyszedł z auta.
            Była dopiero ósma czterdzieści trzy, więc dziewczyna mogła trochę rozejrzeć się po okolicy.
            Całe to Noric, to nie wyglądało na miasteczko. To było raczej małe miasto. Znajdowały się tu cztery szkoły. Dwie z nich były publiczne, druga połowa stanowiły prywatne. Można je było poznać po białym murze, otaczającym budynek. Wcześniej Nicole i jej rodzina mieszkała na wsi, a tata bał się, że będzie tu głośno i będą korki. Ale tu było zupełnie inaczej, a zwłaszcza w tym czasie, gdy drzewa miały piękne płomienne barwy. Co prawda, dziewczyna bardziej lubiła wiosnę, ale to miejsce wydawało się teraz… niesamowite.
            Gdy Nicole zaparkowała już samochód na parkingu szkoły Knowledge Infinite’s, miała chwilę na rozejrzenie się po uczniach. Większość wyglądała normalnie, ale były też grupy. Emo, metalika, sportowcy, ‘’Barbie’’ itp. Nick oparła się o maskę fiata i zaczęła się przyglądać nowemu planu lekcji.
   - Hej.
Nicole podskoczyła i podniosła wzrok.
            Kocimi oczami patrzyła na nią dziewczyna o brązowych, kręconych włosach. Zatrzepotała długimi rzęsami podkreślonymi maskarą i kredką do oczu. Miała piękne i duże usta. Trzeba było te przyznać, że ma fajną figurę, choć nie była chuda.
   - Cześć. – powiedziała Nick zakłopotana.
   - Hm… Jesteś tu nowa. – powiedziała patrząc na mnie ostrożnie.
   - Em…Tak, jestem Nicole. – ‘’ Tapeciara. ‘’ pomyślała
   - Viktoria, czemu nie jesteś od początku roku? – ‘’ no tak, minęła połowa września ‘’.
   - Przeprowadziłam się niedawno, musiałam pomóc rodzicom.
Viktoria patrzyła przez moment na nową i , ku jej zdziwieniu, uśmiechnęła się.
   - Aha. Hm… Gdzie mieszkasz?
   - Obok tego małego cmentarza.
   - Na Misty?
   - Tak
   - I nie boisz się? – zapytała z ciekawością w oczach.
   - A-ale czego ?
   - No… K l ą t w y… - powiedziała z pewną tajemniczością. Po spostrzeżeniu, że Nicole nic o tym nie wiadomo, co było widać po jej wyrazie twarzy, przysunęła się bliżej i odparła cicho: - Zawsze o jedenastej wieczorem, na cmentarzu, pojawia się duch starca.
   - I co on niby robi? – zapytała Nick.
   - Potrafi odpowiedzieć ci na… większość pytań, które kryjesz głęboko w sercu. – i od razu wtrąciła swoje dwa słowa: - właśnie nie wiem, czemu mówią, że to klątwa…
            Pewnie, jakby Nicole usłyszała to od Maxa czy jej wcześniejszych koleżanek, pewnie by to wyśmiała, ale z ust Viktorii, brzmiało to sensownie.
   - Viktoria, a ty wierzysz w to?
   - Proszę, mów Viki. A co do tematu, to sama nie wiem, słyszałam różne pogłoski.
            Nagle zadzwonił dzwonek i dziewczyny w tym samym czasie odepchnęły się od maski.
   - Jaką masz lekcję? – zapytała Viki.
   - Biologię.
   - No, wiedz, że facet od Biologii na samym początku przesadzał uczniów. Nie lubię typka. Ten to zawsze mnie weźmie do odpowiedzi, kiedy nic nie umiem. Choć, zaprowadzę cię.
   - Dzięki. – i Nicole ruszyła za nową znajomą.

Niahahah ! Moje czytelniczki normalnie się nie cierpliwą, niestety, nie mogę nic na to poradzić, że tak wolno idzie mi pisanie :D Jeśli jest jakiś problem proszę zgłaszać to na MSP. Jeżeli nie masz konta, lub nawet nie masz pojęcia co to jest, to  proszę to głosić do osoby, która może mi o tym powiedzieć w jakiś sposób :D 

Olka-Fasolka.